|
|
Wizyta u Chrisa Lukhaupa - luty 2005 (strona 4/7)
W pomieszczeniu znajdowały się również kadzie z welonami i karpiami Koi.
Chris znowu gdzieś zniknął, a my wróciliśmy na halę by dalej oglądać co w akwariach piszczy. Jackie była wciąż podekscytowana zdarzeniem z rakiem. Tak wygląda zakochana osoba. Bujała w obłokach a w jej oczach widać było dwa C. destructory (typowe objawy działania endorfiny).
Minęliśmy owady karmowe. Szarańcza była warta zatrzymania się i popatrzenia. To piękne zwierzę.
- Popatrz Paweł, jakie śliczne. - usłyszałem zza regału Jackie.
- Kurczę. Od dawna szukam tej ryby. a teraz nie mogę sobie przypomnieć jak się nazywa :)))
Będzie mnie to męczyło.
- Daj sobie spokój, spytamy Chrisa co to za ryba. (Chris też nie wiedział, dopiero w domu Paweł sprawdził, że ryba nazywa się Parambassis pulcinella - przyp. Jackie).
Poszliśmy oglądać resztę zbiorników. Zwróciliśmy uwagę na nieźle zaprojektowany system filtrujący wodę. Filtry piaskowe, fluidowe, odpieniacze, filtry UV i wiele innych, sprawnie współdziałających ze sobą urządzeń.
Przy okazji pstrykałem zdjęcia co ciekawszych okazów: były tam małże, Sturisoma pilnująca ikry na szybie, gigantyczny zbrojnik który zafascynował Jackie oraz przecudne ślimaki Neritina natalensis.
Prócz tego cała alejka z akwariami z różnymi odmianami hodowlanymi gupików - niestety, odłożyliśmy zrobienie im zdjęć na potem i zapomnieliśmy o tym na śmierć :(
Załatwiliśmy interesy i wyszliśmy przed budynek. Jeszcze kilka pamiątkowych fotek i ruszyliśmy w drogę powrotną.
Spędziliśmy tam ładnych kilka godzin :)
W drodze powrotnej cały czas nawijaliśmy o skorupiakach i o muzyce. Chris jest muzykiem rockowym. Gra na gitarze basowej, toteż wspólnych tematów było wiele. Nie słuchaliśmy jednak "Atrocity" (zespołu w którym gra Chris).
Wieczorem siedliśmy przy komputerze, zdjęciach i opisach. Pochłonęła nas rozmowa, choć nie na długo - wielogodzinna podróż i mała ilość snu poprzedniej nocy dały się wkrótce we znaki i z żalem poszliśmy spać.
| |