Wizyta u Chrisa Lukhaupa - luty 2005

(strona 1/7)


Systematyka krewetek słodkowodnych była dla mnie i dla Jackie wielką zagadką. Pomimo iż przejrzeliśmy chyba wszystkie dostępne publikacje, wciąż nie było wiadomo którą z nich traktować jako właściwą. Jedynym wyjściem wydawało się porozmawianie z kimś, kto dłużej od nas interesuje się tematyką skorupiaków słodkowodnych. Padło na Chrisa Lukhaupa - człowieka mocno siedzącego w temacie i zawsze chętnego do rozmowy. Choć specjalizacją Chrisa są raki, w krewetkach orientuje się naprawdę dobrze.

I tak po miesięcznych gromadzeniach pytań i zdjęć do identyfikacji, 2-go lutego wyruszyliśmy na południe Niemiec. Po siedemnastu godzinach jazdy samochodem, o wpół do trzeciej nad ranem dojechaliśmy do niewielkiego miasteczka niedaleko Stuttgartu. Chris odebrał nas z trasy żebyśmy nie błądzili w nieskończoność. Już po kilku minutach zaczęliśmy rozmawiać o krewetkach :), a Chris obiecał, że nazajutrz zabierze nas do hurtowni należącej do jego przyjaciela. Po pierwsze - mielibyśmy okazję zobaczyć i kupić okazy ryb i skorupiaków niedostępnych w Polce, po drugie - hurtownia sprowadziła nowego raka którego Chris jeszcze nie znał. Choć nie widział go jeszcze na żywo, opisywał nam jego fioletowe ubarwienie i piękne szczypce.

Po dojechaniu do domku dla gości wnieśliśmy nasze rzeczy do środka i natychmiast padliśmy do łóżek. Spaliśmy kamiennym snem do godz. 10.00 rano, o której to Chris urządził nam pobudkę. Po wyjściu z domku zobaczyliśmy w świetle dnia przyjemny ogródek. Pogoda była jak na zamówienie - początek lutego i +12 st. C. W drodze na śniadanie zdążylismy jeszcze poznać "agresywnego gołębia", ulubieńca pani domu, odratowanego przez nią po potrąceniu go samochodem. "Agresywny gołąb" nie przepada podobno za goścmi, ale nas oszczędził i oczu nam nie wydziobał ;)



Po śniadaniu wsiedliśmy do samochodu Chrisa i udaliśmy się do hurtowni.



Dość duży, biały, parterowy budynek znajdował się w małym miasteczku.



Szef firmy jest dobrym znajomym Chrisa, współpracują od wielu lat. Weszliśmy z od razu do pomieszczeń z akwariami.



Trudno powiedzieć ile ich tam jest, ale na 2000 m kw. może się zmieścić naprawdę wiele akwariów :) Idąc za Chrisem, który omijał akwaria z rybami, nie mieliśmy żadnych wątpliwości że dojdziemy do krewetek. Niewiele się pomyliliśmy - doszliśmy do raków. Chris nie przesadził w swoich opowieściach. Cherax sp. Nigli - to było to cudo. Zobaczyłem błysk w oku u Jackie. - Rzeczywiście ładne - stwierdziłem z podziwem. Wyglądały dość śmiesznie. Pochowane w kryjówki z poucinanych rur i cegieł dziurawek.

dalej >>>


  
© Szewczak & Sawicka     web-admin: Michał Kopystyński